Strona główna > Wydarzenia > Pierwszy sezon RKS Motoru Lublin w ekstraklasie. Wywiad z Bronisławem Waligórą

Pierwszy sezon RKS Motoru Lublin w ekstraklasie. Wywiad z Bronisławem Waligórą

Pierwszy sezon RKS Motoru Lublin w ekstraklasie. Wywiad z Bronisławem Waligórą

Pierwszą część rozgrywek w debiutanckim dla Motoru Lublin sezonie gry o Mistrzostwo Polski klub zakończył na dwunastym miejscu w tabeli. Pozycję lidera zajmował Widzew Łódź, przed Legią Warszawa i Szombierkami Bytom. Tabelę zamykała Odra Opole za Górnikiem Zabrze i Lechem Poznań. Poniżej przedstawiamy przedruk archiwalnego wywiadu z Bronisławem Waligórą, trenerem Motoru w sezonie 1980/1981. 

Wywiad ukazał się na łamach gazety „Sztandar Ludu”.

Andrzej Wawrzycki: Proszę na początek o ocenę rundy jako całości, pod kątem ilości zdobytych punktów i przedsezonowych założeń w tym względzie.

Bronisław Waligóra: Układ terminarza i znajomość przeciwników pozwalały mi zakładać zdobycie jesienią 14 punktów, co powinny było plasować nas w przedziale 8 – 12 miejsce. Po 9 meczach, będąc rewelacją sezonu wydawało się, że plan ten nawet przekroczymy. Od meczu z Zawiszą zaczęła się jednak czarna seria. Trudno więc być zadowolonym. Zbyt wiele było potknięć z którymi nie mogę się zgodzić. 

Andrzej Wawrzycki: Proszę o wypunktowanie i krótkie skomentowanie najważniejszych przyczyn tak gwałtownego przerwania pomyślnej passy pierwszych dziesięciu spotkań, co jak wiadomo, pociągnęło za sobą pięć kolejnych porażek w ostatnich meczach. 

Bronisław Waligóra: Po pierwsze. Zbyt małe jeszcze umiejętności techniczne i taktyczne w porównaniu z wieloma ligowymi rywalami. Swobodne i skuteczne operowanie piłką w trudnych warunkach terenowych, przegląd sytuacji na boisku, szybka jeśli zachodzi potrzeba zmiany taktyki gry, opanowanie środka pola – tymi atutami sporo drużyn nas wyraźnie przewyższało. W sposób wręcz drastyczny wykazywały to mecze z Legią i Wisłą, w których doświadczeni rywale bezlitośnie obnażyli i wykorzystali wszystkie nasze błędy.
Po drugie. Słaba organizacja gry obronnej. Błędy w asekuracji i ubezpieczaniu pozostałej trójki obrońców przez cofniętego stopera Chaberka, nieumiejętnie skracanie przez niego pola gry, wreszcie – często brak pomocy obrońcom ze strony zawodników drugiej linii – to główne mankamenty pod tym względem.
Po trzecie. Stała postawa w ostatnich meczach rutynowanego bramkarza Kalinowskiego. Od spotkania z Zawiszą w czterech kolejnych meczach przepuścił kilka łatwych bramek, które przesądziły o naszych przegranych, szczególnie z Zawiszą i Bałtykiem. A słaby, niepewny bramkarza, to przecież nerwowa również gra całej defensywy.
Po czwarte. Brak lidera w naszym zespole. Zawodnika, który potrafiłby pokierować kolegami. w najtrudniejszych momentach wziąć ciężar gry na swoje barki. Do momentu kontuzji w meczu z Legią rolę tę do pewnego stopnia spełniał Mącik, później zastąpił go Walczak, ale jest on na to jeszcze za mało doświadczony.
Po piąte. Brak należytej siły uderzeniowej pierwszej linii. Lorenc i Przybyła to stanowczo za mało. Brak w tej linii trzeciego pełnowartościowego zawodnika, brak dublerów. Przy szybkim, potrafiącym na siebie ściągnąć obrońców Lorencu – w początkowym okresie sezonu Przybyła strzelał bramki prawie w każdym meczu. Kontuzja Lorenca w meczu. Kontuzja Lorenca w meczu z Legią automatycznie obniżyła znaczenie wartości Przybyły i sprowadziła prawie do zera skuteczność całej formacji.
Po szóste. Przystąpiliśmy do rozgrywek bardzo skoncentrowani. Seria sukcesów, często ręcz niespodziewanych, wyraźnie zdekoncentrowała zespół. Chłopcy poczuli się zbyt pewni siebie, później sami to zresztą przyznali.
Po siódme. Dwie lubelskie wysokie porażki, szczególnie pierwsza z Legią, zupełnie wytrąciły z równowagi zbyt pewny siebie zespół. To był prawdziwy kubeł lodowate wody wylany na rozgrzane sukcesami głowy. Na to nie byli przygotowani. Uraz psychiczny pozostał. Pogłębiły go następne mecze w których mimo ambitnej postawy i walki do upadłego – własna indolencja strzałowa z jednej strony i utrata „głupich” bramek z drugiej – mogły załamać zupełnie. Tak było w meczach z Bałtykiem, Wisłą i Ruchem. 

Andrzej Wawrzycki: Czy zechciałby Pan dokonać indywidualnej oceny poszczególnych zawodników, względnie całych formacji – pod kątem ich perspektyw rozwojowych? 

Bronisław Waligóra: Indywidualnej nie, to są raczej nasze wewnętrzne sprawy, których nie wynosimy na zewnątrz, choć we własnym gronie nie taimy, mówiąc i stawiając problemy z tym związane bardzo szczerze. Co do formacji, to nie ulega wątpliwości, że newralgicznym punktem, problemem do rozwiązania od zaraz jest pozycja bramkarze. Obrona – popełniająca w prawdzie jeszcze sporo błędów – nie wymaga jednak, przynajmniej na dziś, uzupełnień. W drugiej linii brak nadal zdecydowanego lidera zespołu. O ataku już mówiłem. To nasza prawdziwa pięta achillesowa.

Andrzej Wawrzycki: Skąd takie wahania formy u bramkarza Kalinowskiego, a także Walczaka, Chaberka..?

Bronisław Waligóra: Kalinowskiego – pracującego na treningach równie intensywnie co pozostali – gubi zbytnia pewność siebie. Ten ligowy rutyniarz po prostu zbyt często lekceważy wiele łatwych na pozór piłek. Począwszy od meczu z Zawiszą obserwuje u niego wyraźny spadek formy. Walczak dołączył do nas zbyt późno, bo dopiero przy końcu lipca, mając w dodatku spore zaległości treningowe. Chęci do gry mu nie brakuje, debiut miał więc udany, ale wspomniane zaległości treningowe musiały w końcu dać znać o sobie. W dodatku powołany do drugiej reprezentacji Polski, w tym fatalnym dla nas końcowym okresie rundy rozegrał w drużynie narodowej dwa mecze, co spotęgowało jeszcze jego niedyspozycje. To jednak utalentowany, ambitny zawodnik i po solidne przepracowanej zimie, będzie na pewno bardziej pożyteczny dla zespołu. O Chaberku już wspomniałem, na tej odpowiedzialnej pozycji brak mu po prostu doświadczenia w walce z ligowymi rutyniarzami. 

Zygmunt Kalinowski. Fot. Centrum Historii Sportu w Lublinie

Andrzej Wawrzycki: Na ile prawdziwe są wieści o niezbyt sportowym trybie życia niektórych zawodników pozyskanych przez Motor w lecie bieżącego roku?

Bronisław Waligóra: Mimo częstych kontroli z naszej strony, ja nie stwierdziłem nigdy takich przypadków, choć i do mnie doszły wieści na ten temat. Jeśli jednak rzeczywiście miały miejsce, były na pewno sporadyczne. Przy tak intensywnym treningu, jest to po prostu niemożliwe. 

Andrzej Wawrzycki: Jako jedna z przyczyn ostatnich niepowodzeń wymienia się opinię o „zarżnięciu” zawodników katorżniczym treningiem – stąd na finiszu rundy brak było u nich świeżości i dynamiki tak charakterystycznej na początku sezonu..

Bronisław Waligóra: Jestem zbyt doświadczonym trenerem, by doprowadzić do takiej sytuacji. Stosując bardzo zindywidualizowane obciążenia treningowe, bacznie obserwuję reakcję organizmu zawodnika. Nie zauważyłem żadnych niepokojących objawów. Zresztą, jesteśmy ze sobą na tyle szczerzy, że musiałbym mieć sygnały od samych piłkarzy. Nie potwierdzają tej opinii również systematyczne badania wydolnościowe w pracowni dra Krychowskiego. Moim zdaniem o czym już mówiłem, przyczyna ostatnich niepowodzeń leży przede wszystkim w zbyt małym jeszcze doświadczeniu drużyny oraz w sferze psychicznej. 

Andrzej Wawrzycki: Po serii ostatnich niepowodzeń, stan przygnębienia w zespole może być zjawiskiem naturalnym, ale mówi się również o nie najlepszej atmosferze, o konflikcie na linii trener – niektórzy zawodnicy np.: Kalinowski. 

Bronisław Waligóra: Nie ma mowy o żadnym konflikcie w zespole, a tym bardziej z bramkarzem Kalinowskim. Był on po prostu ostatnio w słabszej formie i dlatego do Chorzowa nie pojechali. Bronił tam Maciesiak – zresztą zupełnie poprawnie, a nie Opolski, gdyż przemawiało za tym większe doświadczenie i ogranie w drugiej drużynie, gdy tymczasem dubler Kalego” Opolski przez prawie całą rundę przesiedział na ławce rezerwowych. 

Andrzej Wawrzycki: Jak wygląda na dziś stan zdrowotny zespołu, których zawodników nie opinie leczenie sanatoryjne?

Bronisław Waligóra: W tym tygodniu wszyscy przejdą próby wydolnościowe w pracowni dra Krychowskiego. Cały zespól podzielony zostanie na dwie grupy. Pierwsza – zdrowych, pozostanie w Lublinie, tu będzie trenować i przechodzić normalne zabiegi. Druga wyjedzie do sanatorium w do Ciechocinka. W skład tej „sanatoryjnej” wejdą wszyscy, którzy odnieśli jesienią kontuzję, a więc: Dębiński, Pop, Mącik, Walczak, Lorenc, Przybyła, Wiater, Szczeszak i Kalinowski. 

Andrzej Wawrzycki: Czy można w przerwie zimowej liczyć na jakieś wzmocnienie, uzupełnienie składu? Chodzą słuchy o przyjściu Szachnitowskiego. 

Bronisław Waligóra: Zespół wymaga uzupełnień, ale w okresie zimowym na liniach pierwsza i druga, wymiany robić nie wolno. Szachnitowski mógłby wprawdzie przyjść, bo jesienią rozegrał w Tychach tylko dwa mecze, jednak żądają za tego 28-letniego już przecież zawodnika stanowczo zbyt wiele.. 

Andrzej Wawrzycki: Kiedy zaczynacie przygotowania do II rundy i jak one będą w ogólnym zarysie wyglądały? 

Bronisław Waligóra: Do 20 grudnia jesteśmy w okresie roztrenowania i leczenia sanatoryjnego. Od 21 grudnia do 2 stycznia wszyscy mamy zasłużony urlop. Krótka to wprawdzie przerwa, ale chcąc startować z wysokiego pułapu, dłuższa być nie może. Od 2 stycznia rozpoczynamy okres przygotowawczy do II rundy. Przewidujemy w nim m.in. dwa zgrupowania: od 23 stycznia do 5 lutego w Wałczu, a następnie od 21 lutego do 7 marca prawdopodobnie w Kokotku k. Rybnika. W okresie tym rozegramy kilka spotkań kontrolnych. Według wstępnych przymiarek zaległy lubelski mecz z Widzewem odbędzie się w środę 11 marca, a w 4 dni później, na inaugurację rundy rewanżowej, zamierzymy się  Zagłębiem Sosnowiec. 

Andrzej Wawrzycki: O czym jeszcze nie wspomnieliśmy w naszej rozmowie? Może o tym czym od pewnego czasu trąbią „dobrze poinformowanie”, że załamany Waligóra zwinie w grudniu manatki i opuści Lublin? 

Bronisław Waligóra: Wcale nie jestem załamany, chociaż nie mogę powiedzieć, by i na mnie ostatnie przeżycia nie pozostawiłyby śladu. Moją i piłkarzy ambicją jest utrzymanie się w I lidze. Chcemy udowodnić całej Polsce, nie tylko naszym miejscowym sympatykom, że potrafimy się w pełni zmobilizować, dobrze przygotować i tym samym co jesienią zespołem bez gwiazd – miejsce w ekstraklasie obronić. Nie wiem, czy w ten sposób w pełni odpowiedziałem tym „dobrze poinformowanym” co do mojej rzekomej ucieczki z Lublina. W każdym razie – nie należę do kapitanów opuszczających zagrożony statek. 

Źródło: Sztandar Ludu

Dodaj komentarz

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej o plikach cookies znajdziecie Państwo w naszej polityce prywatności.