Z kart historii sportu: Adam Wojewódka o upadającej Spółdzielcy Lublin

Kondycja sportu w pewnej mierze zależy od tzw.: “klimatu politycznego” i sytuacji gospodarczej kraju. W sposób bardzo wyraźny można było dostrzec to na przełomie lat 80′ i 90′ XX wieku. Sytuacja dotknęła również lubelską Spółdzielnicę, a Kurierowi Lubelskiemu opowiadał o tym Adam Wojewódka, trener Piotra Chmielewskiego – posiadacza wielkiego talentu i jednego z najlepiej zapowiadającego się wówczas kolarza młodego pokolenia w Lublinie.

Adam Wojewódka na pytanie czy cieszy się z tego, że jego wychowanek pojechał na zgrupowanie kadry młodzieżowej, odpowiedział:
Jak ma cieszyć to wyróżnienie, gdy dzisiaj wali się kolarstwo w Spółdzielcy. Powodów jest kilka: brak zainteresowania sportowej władzy nadzy naszymi seniorami. Poszli gdzie indziej i Spółdzielca praktycznie została bez nich. Druga sprawa: katastrofa ze sprzętem kolarskim. W magazynie pusto: ani gum, ani rowerów, ani części zamiennych. Bardzo pesymistycznie patrzę na kolarską przyszłość. Władza sportowa obiecywała dużo i budowała kolarstwo na dobrych chęciach. Wszystko to było kruche, puste, bez znaczenia, bo w ślad za tym nie szły konkrety. Na przykład w kwestii zatrzymania seniorów czy dotacji na sprzęt. No i stało się to co stać się musiało: dzisiaj mamy krach w sekcji kolarskiej. Ani pieniędzy, ani sprzętu. Stracił Lublin lekkomyślnie młodych ludzi takich jak: Domin, Madejek, Popko, Jeremek. Po silnej grupie zostały tylko dobre wspomnienia.

W czym ratunek dla Spółdzielcy?

Kolarstwo może uratować tylko kilkumilionowa dotacja na sprzęt kolarski i nowe rowery. Ale kto to da? Nasi sponsorzy są coraz oszczędniejsi, liczą się z każdą złotówką. Mój głos może się okazać głosem wołającego w puszczy. Jedno mogę zapewnić: w sekcji kolarskiej pracuje grono takich ludzi, którzy gwarantują postęp i rozwój podupadłego kolarstwa. Tylko muszę mieć ku temu stworzone dobre warunki. Inaczej klapa – bo sprzęt kosztuje drogo.

Po Lublinie krąży taka plotka: im gorsza sytuacja w sekcji kolarskiej w Spółdzielcy, tym lepiej dla Wojewódki, który pójdzie do lepszego klubu lub wyjedzie do Kanady.

Nie chciałbym zajmować się plotkami, czyli dementować je lub potwierdzać. Kogo powinno obchodzić moje prywatne życie, prywatne zamiary? Każdy człowiek takie ma. Nie trzeba w tym szukać od razu sensacji. Przecież nie uciekam po kryjomu, chociaż chwilami dość mam tych dojazdów do Lublina z Puław, gdzie na stałe mieszkam. 

1 komentarz do “Z kart historii sportu: Adam Wojewódka o upadającej Spółdzielcy Lublin”

  1. Wypowiedź Adama przepojona zrozumiałą goryczą. Ktoś niechcący przekręcił nazwę klubu. Poprawnie: LKS WZGS Spółdzielca Lublin. Sekcja kolarska początkowo była “oczkiem w głowie” zakładu patronackiego, niestety, wskutek reorganizacji spółdzielczości i zmian zarządu wszystko zaczęło się walić. Zarówno kolarstwo jak i pozostałe sekcje znalazły się na równi pochyłej. Brak dotacji i wsparcia ze strony władz dopełnił reszty. Adama spotkałem ostatnio na pogrzebie Krzysia Steca. Takie życie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej o plikach cookies znajdziecie Państwo w naszej polityce prywatności.