Od bursy do Ligi Mistrzyń

Zapraszamy do lektury rozmowy z legendarną skrzydłową MKS Lublin – Małgosią Majerek. W długiej rozmowie z Michałem Pomorskim popularna “Mania” opowiada o początkach swojej kariery, występach w Lidze Mistrzyń, o tym czym zajmuje się po zakończeniu kariery i jak ocenia swoje następczynie w biało-zielonych barwach. 

Źródło: MKS Lublin

Czym się zajmujesz w życiu? Na mieście mówią, że między innymi uczysz w liceum. Prawda to?
Prowadzę spokojne życie, mam pełno wolnych weekendów, czyli zupełnie inny model niż ten, który towarzyszył mi przez lata. Nie mogę jednak narzekać na brak zajęć. Rzeczywiście, od trzech lat uczę wychowania fizycznego w IX LO im. Kopernika, odnajduję się w tym bardzo dobrze, bo pracuję ze wspaniałymi ludźmi.

Prowadzisz klasyczne zajęcia na macie, czyli macie piłkę i gracie?
(Śmiech). Gry i zabawy ruchowe są bardzo ważne i stanowią naturalną potrzebę młodych ludzi, ale każda gra, każdy mecz u mnie na WF musi być poprzedzony porządną rozgrzewką.

Czy przy niepełnowymiarowej sali gimnastycznej możesz wprowadzać na zajęciach elementy piłki ręcznej, czy to bardziej taka ogólnorozwojówka?
Wprowadzam wszystko, co się da, mamy piłki do ręcznej, bierzemy udział w zawodach, ale na pewno patrząc globalnie, w Polsce brakuje większych sal gimnastycznych, gdzie młodzież mogłaby poznać prawdziwe oblicze szczypiorniaka, a nie tylko minihandball i gierki 3 na 3.

Co jeszcze poza pracą w liceum?
Nadal jestem związana z WSSP im. Wincentego Pola, do tego przede mną niedługo obrona doktoratu z pedagogiki na UMCS, bo już mam jedną recenzję i jeszcze został mi jeden egzamin.

Temat pracy doktorskiej to….
Rozwijanie kompetencji społecznych uczniów szkół ponadgimnazjalnych.

Olaboga!
Bardzo fajny temat, asertywność, inne ważne kwestie. Stworzyłam swój warsztat, przez pół roku prowadziłam zajęcia w szkole, wszyscy przeżyli i tak w wielkim skrócie powstał mój doktorat. Po zakończeniu kariery w 2014 spotkałam fajnych ludzi, którzy zajęli mi wolną przestrzeń, dlatego płynnie przeszłam do nowych zajęć. Uważam to za swoje wielkie szczęście, bo wiemy wszyscy, ilu byłych sportowców nie potrafi się odnaleźć w nowej rzeczywistości.

Depresja, hazard, alkoholizm, znamy takie przypadki.
Sport ustawia cały twój dzień, potrafi ci go zaplanować od rana do wieczora, a ty masz się tylko podporządkować. Nagle kończysz grać i okazuje się, że nikt ci już niczego nie organizuje, nie masz treningów, wyjazdów, nikt ci nie zarezerwuje hotelu, nie opłaci, nie nakarmi.

Pracowałaś przecież już podczas kariery, przygotowując sobie ten scenariusz na życie po sporcie.
Owszem, miałam ten plan B, ukończyłam szybko studia, piłka ręczna nie była całym moim światem, ale jego ogromną częścią.

I o niej teraz porozmawiamy. Jak oceniasz duet Aneta Łabuda – Patrycja Królikowska?
Na dziś to najlepsze polskie prawoskrzydłowe, tak uważam na podstawie moich obserwacji, a jestem zawsze na najważniejszych spotkaniach w hali Globus. Oglądałam niedawno mecz z owcami, przepraszam, z Wyspami Owczymi i Aneta pokazała w nim duży repertuar rzutów. Ma wysoką technikę użytkową, jest w świetnym wieku, więc gdy ustabilizuje się zdrowotnie, czeka ją duże granie. Dziwię się nieco, że Patrycja nie dostaje ostatnio powołań do kadry, pamiętam ją jeszcze z boiska, gdy trafiła do Vistalu, a były jakieś wstępne plany, by przyszła już w 2011 roku do Lublina. Podoba mi się to, jak dziewczyny ze sobą współpracują, jak się uzupełniają. „Królik” ma doświadczenie w europejskich pucharach, jest nieco starsza od Anety, widzę u niej odwagę, skupienie, to dla mnie, powtarzam, najlepszy duet klubowy w Polsce na tej pozycji. Serio, mogę mówić o nich w samych superlatywach i nie jest to jakieś tam pompowanie dziewczyn przed Ligą Mistrzyń.

A co wspominasz najbardziej z Champions League?
Pamiętam swoje pierwsze sezony znacznie lepiej niż ten powrót w 2013 po 9 latach poza Ligą Mistrzyń. Kontuzja i przedwczesne zakończenie kariery przez Iwonę Nabożną otworzyły mi drogę do pierwszego składu. Iwona była tak znakomitą piłkarką, że trudno było mi wcześniej wejść do dużego grania, ale i tak miałam raptem 23 lata, gdy zostałam rzucona na głęboką wodę. Byłam zatem minimalnie młodsza niż dziś Aneta Łabuda, na którą mówią „Mała”, tak jak kiedyś mówiono o Nabożnej. Najlepiej wspominam sezon 2001/2002, gdy pokonaliśmy w Lublanie Krim, czyli obrońcę tytułu.

Pamiętasz, co powtarzała Asia Obrusiewicz, która też posmakowała wtedy smaku Champions League?
Przypomnij.

Krajowe rozgrywki i Ligę Mistrzyń różnią zasadniczo dwie kwestie: twój poziom skupienia i poziom bramkarek rywalek. Zgadzasz się z tym stwierdzeniem?
Dodałabym jeszcze obronę. Jest znacznie mocniejsza, trudniejsza do pokonania. Twój poziom stresu i adrenaliny osiąga znacznie wyższy stan niż w ligowej rzeczywistości, dlatego przy tej klasie rywali, musisz naprawdę zagrać znakomite zawody, by schodzić z boiska zadowolony. Bramka plus gra w obronie, od tego się wszystko zaczyna, potem dochodzi szybkość, umiejętności indywidualne, techniczne.

Miałaś konkretne propozycje z dobrych klubów zagranicznych? Wiem, że Wiola Luberecka namawiała Cię, byś spróbowała pograć rok czy dwa poza Polską, nawet pod koniec kariery, nauczyć się angielskiego, zarobić lepsze pieniądze.
Ten angielski dziś by mi się przydał, bo właśnie to egzamin z tego języka został mi przed obroną doktoratu (śmiech). Propozycje z dobrych klubów rzeczywiście się pojawiały. Raz było już naprawdę blisko, kontrakt miałam w ręku, wystarczyło złożyć podpis i byłabym zawodniczką Hypo.

W Austrii to raczej byś się niemieckiego musiała porządnie nauczyć, czego wymagano tam od wszystkich cudzoziemek.
Mieli tam międzynarodowe towarzystwo, oferta była naprawdę ciekawa, z kolei tu znaleźliśmy się w tarapatach finansowych i rozpoczynaliśmy przygotowania do sezonu w osiem zawodniczek. Nie mogłam zostawić w takiej sytuacji zespołu. Jakoś lubię bardzo ten Lublin.

Pamiętasz, gdzie mieszkałaś na początku w naszym mieście?
Trafiłam tu po pierwszej klasie liceum i zamieszkałam w bursie przy ul. Muzycznej. Na stołówce momentalnie można było rozpoznać, kto jest plastykiem, kto muzykiem, a kto liczy na karierę sportowca (śmiech).

Musieliśmy się pewnie kilkakrotnie mijać, bo chodziłam tamtędy wzdłuż bursy z wiolonczelą w ręku. Szybko do domu, instrument w kąt i biegiem na asfaltowe lub piaszczyste boisko, by grać w piłkę. O Orlikach i dzisiejszych warunkach mogliśmy tylko marzyć.

Gdy opowiadam nastolatkom, że grałam w ręczną na asfalcie, bo nasza hala była za mała i najpierw trzeba było miotłą usunąć kałuże, patrzą na mnie z niedowierzaniem. Kiedyś łatwiej było zachęcić dzieci do sportu, bo nie mieliśmy tych wszystkich atrakcji i pokus. Trzepak albo boisko, innych wyborów nie było. Po klasie sportowej w Łukowie przeniosłam się do liceum nr 19 w Lublinie, prowadził mnie tam trener Więcek, zaczęłam występować w drugiej lidze, a potem zauważył mnie trener Drużkowski i zaprosił do treningów z pierwszą drużyną.

Piłka ręczna kształtuje nie tylko charakter, ale daje przyjaźnie na całe życie, takie jak Twoja z Wiolą Luberecką. Jeździsz często do niej do Norwegii, prawda?

Tak, ale zobaczymy się za chwilę w Kielcach na zjeździe zasłużonych reprezentantek Polski. To świetna okazja, by porozmawiać o starych dobrych czasach, a najchętniej pojawiają się na takich zlotach właśnie osoby, które dość dawno zakończyły sportową karierę.

Wybierasz się 12 października do hali Globus na mecz z mistrzem Danii – Team Esbjerg?
No jasne, będę mocno kibicowała dziewczynom. Skandynawskie drużyny wspaniale się ogląda, to piłka piękna dla oka, szybka, dynamiczna, ale wierzę, że dziewczyny pokażą to nasze waleczne, polskie serce i sprawią nam miłą niespodziankę.

rozmawiał Michał Pomorski – zobacz.tv

Źródło: MKS Lublin

Dodaj komentarz

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej o plikach cookies znajdziecie Państwo w naszej polityce prywatności.