Strona główna > Wydarzenia > „Moje podium” Waldemar Białowąs

„Moje podium” Waldemar Białowąs

„Moje podium” Waldemar Białowąs

Miał 17 lat, kiedy zaczął trenować judo. Od początku kariery miał „pod górkę”. W rodzinnym Świdniku nie było sekcji, musiał dojeżdżać do Lublina. Treningi odbywały się o godz. 20 na Starym Mieście i kiedy się kończyły, Waldemar Białowąs miał dwie możliwości powrotu do domu: czekać na pierwszy pociąg o 5 rano lub wracać pieszo. Wybierał to drugie rozwiązanie.

Do judo trafiłem przypadkowo – wspomina pan Waldemar. – Grałem jak wielu innych chłopaków w piłkę nożną w Avii u trenera Żmijewskiego. Któregoś dnia zobaczyłem w gazecie ogłoszenie o naborze do sekcji judo. Chodziło o klub Energetyk. Mieścił się na ul. Garbarskiej w Lublinie. Pojechałem tam.

Pierwsza wizyta w klubie rozczarowała przyszłego judokę. Okazało się, że mogą go przyjąć do sekcji pod jednym warunkiem – najpierw musi odbyć szkolenie z samoobrony, za które musiał też zapłacić. Wcześniej jednak zbadał go Sławomir Urbański, późniejszy jego trener. Uznał, że może i coś z niego będzie, bo po odbytym szkoleniu przyjął go do upragnionej sekcji. Piłka nożna poszła w odstawkę.

Koledzy wiedzieli, że jest ze Świdnika, dlatego dostał od razu sportowy przydomek – „Avia”

Pamiętam, że trudno było wtedy dostać judogę, strój do judo. Trener dał mi używaną, poprzecieraną w wielu miejscach tzw. plecionkę. W domu ją pozszywałem, uprałem i służyła mi przez jakiś czas.

Po roku treningów młody siedemnastolatek prześcignął już umiejętnościami wielu kolegów, którzy trenowali kilka lat dłużej od niego. Wkrótce trafił do kadry wojewódzkiej. Od tego czasu osiągnął w judo bardzo dużo – i jako zawodnik i jako trener, a także jako działacz.

Sporty walki były zawsze postrzegane jako coś wyjątkowego. Cieszyły się też dużym szacunkiem. Wielu kolegów z zazdrością przyjmowało moje sukcesy na macie.

W latach 70 i 80 ub. w. polskie judo święciło triumfy. Młodzi garnęli się do tego sportu, nie brakowało też sukcesów.

Mieliśmy swoich idoli, jak chociażby Antoni Zajkowski, Marian Tałaj czy Andrzej Sądej. Każdy z nas chciał osiągać takie sukcesy jak oni.

Młody judoka ze Świdnika pochłaniał wiedzę o judo z każdego możliwego źródła. Duże wrażenie zrobił na nim film wyświetlany w kinie Kosmos – „Saga o judo” Kurosawy.

Judo to także filozofia życia. Od pierwszego dnia na macie wpajano nam szacunek dla rywala, dla miejsca, dla czasu. Judoka nie doskonali się, żeby walczyć, on walczy, żeby się doskonalić – to jedna z maksym, która dotyczy też innych dziedzin życia.  

Pierwszy medal

Zdobył go jeszcze jako junior. Po nich przyszły kolejne; trudno zliczyć wszystkie. Wiele walk wygrywał przed czasem. Są jednak takie pojedynki, które pan Waldemar pamięta do dzisiaj.

W latach 70. regularnie walczyliśmy z judokami z Brześcia. Pewnego razu przyjechali do Lublina w bardzo silnym składzie.Waldek, będziesz dziś walczyć z nie byle kim – usłyszałem od trenera. – To gość, który jest mistrzem ZSRR. Daj z siebie wszystko. Masz dobrą technikę, możesz sprawić niespodziankę. Tak też się stało. Po zaciętej walce w trzymaniu, udało mu się rzucić przeciwnika na matę i wygrał przed czasem.

Fot. Archiwum Waldemara Białowąsa. Takie były początki…

To było coś. Dopiero za jakiś czas dotarło do mnie, że wygrałem z naprawdę wymagającym przeciwnikiem.

Za rok odbył się rewanż. W Brześciu. Juniorzy z Lublina weszli na salę, gdzie miały się odbyć zawody i przeżyli szok. Okazało się, że na sali nie ma materacy. Musiał im wystarczyć zwykły filc, który przykrywał drewnianą podłogę. Rozgrzewając się, rozglądali się za swoimi rywalami. Na sali jednak nikogo oprócz nich nie było. Nagle drzwi się otworzyły i do środka wszedł pluton wojska. W mundurach, żołnierskich butach, w czapkach na głowie.

– Trenerze, kto to jest? Gdzie są ich juniorzy?

U nas juniorzy tak wyglądają – odparł trener z Brześcia i kazał się przebrać swoim „juniorom” – starszym od Polaków o co najmniej pięć lat

Goście dostali od nich wtedy srogie lanie. W 1978 r., rok po maturze Waldemar Białowąs trafił do wojska. Zamiast w okopach, walczył jednak na macie. Reprezentował silny wówczas klub wojskowy Kadrę Rembertów. Judocy tego zespołu walczyli w I lidze. W swoim składzie mieli też wielu reprezentantów kraju.

Fot. Archiwum Waldemara Białowąsa. W wojsku reprezentował barwy Kadry Rembertów

Po zakończeniu kariery zawodniczej, z dyplomem AWF z Wrocławia zajął się m.in. szkoleniem dzieci i młodzieży. Jest trenerem klasy mistrzowskiej, posiada VII Dan judo oraz VIII Dan w Ju-Jitsu. W swojej karierze trenerskiej wychował wielu znakomitych zawodników, członków kadry narodowej. Przez dwie kadencje wchodził w skład zarządu  i przewodniczył Radzie Trenerów Polskiego Związku Judo. Jest także autorem programów telewizyjnych „I Ty możesz się obronić” oraz „Broń się sama”.

 Sportową pasję ojca przejęły także jego dzieci – również najmłodsza, 10-letnia Marysia

Córka się śmieje, że trenuje judo, żeby mi zrobić przyjemność. Ale jej największą pasją jest jednak taniec i myślę, że to on będzie dla niej najważniejszy.

Dwaj synowie, Daniel i Darek ze sportem byli związani już od dziecka. Nietrudno zgadnąć, w jakiej dyscyplinie. Darek okazał się jednak za wysoki na judo i ostatecznie poświęcił się piłce nożnej i koszykówce. Dawid z kolei prześcignął ojca. Już jako junior młodszy okazał się niezwykle utalentowanym zawodnikiem. Występował nawet w austriackiej Bundeslidze.

Walczył w tym samym klubie, w którym był Paweł Nastula. Dawid za zwycięstwo otrzymywał 200 euro, Nastula – pięć razy tyle.

Fot. Archiwum Waldemara Białowąsa. Dawid – pierwszy z lewej na dole poszedł w ślady ojca

Dawid był również zawodnikiem klubu w Słowenii, a po igrzyskach olimpijskich w Atenach wyjechał do Japonii. Tam wziął udział w prestiżowym turnieju, podczas którego dokonał nie lada sztuki – wygrał wszystkie swoje walki przez czasem. A wszystkie pojedynki z jego udziałem trwały raptem 1,5 minuty. Tam też spotkał samego Yasuhiro Yamashitę, znakomitego judokę, złotego medalistę z igrzysk w Los Angeles. Mistrz widział kilka walk Dawida i pochwalił go za dobrą technikę.

Sport dał mi pozytywnego kopa w życiu – mówi Waldemar Białowąs

 – Nie chodzi tylko o to, że do dzisiaj nie muszę korzystać z windy, bo wciąż cieszę się dobrą kondycją. Judo nauczyło mnie szacunku dla innych, pokonywania własnych słabości. To chcę dzisiaj przekazać innym. Tak samo jak to, że nie ma lepszej metody wychowawczej od uprawiana sportu. Powinni to sobie wziąć do serca wszyscy rodzice. Im wcześniej dziecko zetknie się ze sportem, rywalizacją, poczuje smak zwycięstwa czy gorycz porażki – tym łatwiej poradzi sobie w życiu.  

Waldemar Białowąs jest założycielem klubu Shiroikaj Judo Club w Świdniku, ponad 40 lat spędził na macie jako zawodnik judo. To także inicjator programu „Bezpieczna kobieta”, który istnieje od 1994 r. Dzięki niemu pięć tysięcy kobiet poznało proste i skuteczne techniki unieszkodliwiania przeciwnika. Był też założycielem pierwszej klasy sportowej ze specjalizacją judo w Polsce.

Nadal z pasją prowadzę zajęcia,   doskonalę swoją wiedzę i umiejętności, startuję na mistrzostwach świata w kategorii masters – mówi.

W ciągu wielu lat działalności sportowej w uznaniu zasług otrzymywał liczne nagrody i wyróżnienia, m.in.: Złoty Krzyż Zasługi Prezydenta RP, Tytuł Mistrz Sportu, Mistrz Życia, medal Zasłużony dla rozwoju Polskiego Judo, Honorowe Odznaki PZ Judo czy Odznakę Zasłużony Działacz Kultury Fizycznej (UKFiT).

Jako instruktor zawsze czerpałem ogromną satysfakcję z tego, że mogę uczyć słabszych jak się bronić, a radość podopiecznych była i jest dla mnie największą satysfakcją. Bo człowiek jest tyle wart, ile daje z siebie innym.

Autorem tekstu jest Krzysztof Załuski.

„Moje podium” to cykl reportaży o ludziach sportu, którzy kiedykolwiek w swojej karierze zdobywali medale i stawali na podium. Bohaterami są nie tylko sami sportowcy, ale także trenerzy, szkoleniowcy, działacze – ci wszyscy, którzy mieli swój udział w zdobywanym medalu. To przecież także ich zasługa.

Te reportaże to opowieści nie tylko o nich, to również dokument czasów, w których trenowali, brali udział w zawodach. Ich bohaterami są sportowcy w rożnych wieku i różnych dyscyplin. Często już zapominani, ale łączy ich jedno – znają nie tylko smak zwycięstwa, ale i gorycz porażki. Skupmy się jednak na tym pierwszym. Zapraszamy na sportową podróż w przeszłość.

„Moje podium” powstało pod patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Dodaj komentarz

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej o plikach cookies znajdziecie Państwo w naszej polityce prywatności.