Dariusz Jabłoński

Dariusz Jabłoński, zapaśnik, zawodnik Klubu Sportowego Cement-Gryf Chełm. Uczestnik Igrzysk Olimpijskich w Atlancie w 1996 r., Sydney w 2000 r. i Atenach w 2004 r.

Mistrz świata (2003), mistrz Europy (1997), srebrny medalista (1998), dwukrotny brązowy (2001, 2002). Dziesięciokrotny mistrz Polski (1994, 1996, 1998, 1999, 2000, 2001, 2002, 2003, 2004, 2005). W Plebiscycie “Przeglądu Sportowego” na najlepszego sportowca Polski w 2003 roku zajął 6. miejsce. Był także kilkakrotnie w czołówce plebiscytu “Kuriera Lubelskiego” na najpopularniejszych sportowców województwa – siódmy w 1999, ósmy w 2000, pierwszy w 2003, szósty w 2004.

Dariusz Jabłoński opowiada: 

” Na zapasy zapisałem się z moim o dwa lata młodszym bratem Piotrem. Nawzajem motywowaliśmy się do treningów i pracy. Podczas zabawy na basenie przy klubie zapaśniczym trener Jan Potocki dojrzał mnie i mojego brata i zaproponował zapisanie się na zapasy, było to w roku 1985, dlaczego? – to dobre pytanie. Zapasy znalazły mnie.

Pierwszym trenerem był Roman Nawojczyk.  Trafiłem do klubu Cement-Gryf Chełm, w którym spędziłem całą swoją karierę sportową. Rodzina zrobiła się „zapaśnicza” przecież Piotr to także olimpijczyk, a drugi brat Marcin przez krótki czas trenował zapasy. Rodzice doceniali nasz wysiłek, zawsze kibicowali i gratulowali sukcesów.

Naukę rozpocząłem w Szkole Podstawowej nr 10 w Chełmie. Miałem wymagających nauczycieli i miło ich wspominam, choćby z tego względu, że wymagali ode mnie sumienności do nauki. Do końca im się to nie udało, ponieważ nie uczyłem się zbyt dobrze. Kolejny etap nauki to szkoła średnia, ówczesny Zespół Szkół Technicznych nr 1 w Chełmie. Tam spotkałem niesamowitych nauczycieli i dyrekcję. Rozumieli co to znaczy trenować sport wyczynowo. Często wyjeżdżałem na zawody i czasem miałem sporo zaległości w szkole, nauczyciele dawali mi trochę czasu na przepisanie zeszytów i nauczenie się materiału. Wciąż, jednak nie błyszczałem w szkole. Głęboko w środku wiedziałem, że jeśli chcę spełnić kiedyś swoje życiowe marzenie, czyli ukończyć AWF, zostać trenerem i nauczycielem, to muszę uzyskać promocję do kolejnej klasy i zdać maturę. To się udało. Ostatnim etapem nauki były studia na AWF w Gorzowie Wielkopolskim. Tam zdobyłem dyplom trenera zapasów i dyplom magisterski z uprawnieniami nauczyciela wychowania fizycznego. Zapasy to moja życiowa przygoda, która trwa do dziś. Uwielbiam rywalizację, oczywiście na zasadach „Fair Play”.

Opowiem jedne zdarzenie. Nie jest to zabawna historia, ale ją opowiem bo jest lekcją dyscypliny i wytrwałości. Zbliżały się Ogólnopolskie Zawody Seniorów a ja wymyśliłem sobie, że wystartuję w nich w kategorii wyższej niż normalnie. To był koniec sezonu, byłem już mocno zmęczony obozami i startami i nie chciałem odchudzać się 6 kg. Kiedy mój klubowy trener to usłyszał powiedział jasno albo jedziesz w swojej kategorii wagowej, albo nie przychodź na zbiórkę. Zostało trzy dni do zawodów. Wróciłem do domu, ubrałem się w dresy i zacząłem biegać. Robiłem po dwa i trzy treningi dziennie. Zrzuciłem 6 kg, pojechałem na zawody i co najlepsze wygrałem je, pokonując mojego najgroźniejszego rywala w kategorii, z którym we wcześniejszych pojedynkach zawsze przegrywałem. Awansowałem do reprezentacji Polski i utrzymałem się w niej do końca mojej kariery sportowej. Na tym turnieju zaczęły się zapasy na wyższym poziomie.

Pierwszy medal zdobyłem na Ogólnopolskiej Spartakiadzie Młodzieży w roku 1988, tak wówczas nazywała się dzisiejsza Ogólnopolska Olimpiada Młodzieży, zająłem trzecie miejsce. Później byłem czwarty na mistrzostwach Europy Juniorów (rok 1989).

Sukcesów sportowych mam sporo, jestem mistrzem świata, mistrzem Europy wicemistrzem i dwukrotnym brązowym medalistą mistrzostw kontynentu. Mam też dziewięć tytułów mistrza kraju.

Najdramatyczniejsze wydarzenie to jak to czasem bywa w życiu sportowca to kontuzja, która wyeliminowała mnie na trzy miesiące z treningu. Największa porażka to Igrzyska Olimpijskie. Trzykrotnie wywalczyłem sobie prawo udziału w tych najważniejszych na świecie zawodach sportowych. Niestety, były to starty nieudane, najwyższe miejsce jakie zająłem to ósme w (Atlanta 1996). Najbardziej chyba boli start w Atenach. Byłem aktualnym mistrzem świata, jednym z faworytów olimpijskich zawodów, skończyłem na 15 miejscu.

Zapaśnicy to bardzo zgrana paczka, zabawnych momentów przez lata uprawiania sportu nie zabrakło. Zawsze było wesoło, często tworzyliśmy drugi dom.  Najradośniejszy i najważniejszy moment w karierze, to móc stojąc na najwyższym podium MŚ w 2003 roku usłyszeć Mazurka Dąbrowskiego (….) Mistrzostwa świata odbywały się we Francji. Gospodarze przygotowali wspaniałą oprawę turnieju. Konferansjer jako pierwszego wyczytał Koreańczyka Im`a. Byłem w pełni skoncentrowany, myślałem tylko o walce. Od pierwszych sekund przeważałem. Byłem bardzo poobijany, na głowie opatrunek. Powędrowałem do parteru, popełniłem błąd i Koreańczyk zapiął wózek ręka – głowa. Straciłem 2 punkty. Po chwili Koreańczyk znów mnie przekręca, dostaje kolejne punkty. Tym razem skontrowałem. Przytrzymałem swojego przeciwnika na plecach, dzięki czemu zmniejszyłem różnicę punktową. Po pierwszej rundzie przegrywałem 2-5. Żeby wygrać musiałem atakować. Po serii zejść w pas, sprowadzam przeciwnika do pozycji zagrożonej, zmniejszam przewagę rywala na 4-5. Do końca walki pozostało już bardzo mało czasu. Walka zostaje wznowiona w parterze. Atakuję. Postawiłem wszystko na jedną kartę – wózek! Udało się zdobyłem 2 punkty. Pozostało już „tylko”  dowieźć tą przewagę do końca. Wreszcie koniec. Spełniło się moje największe marzenie, jestem najlepszy na świecie! Kilka minut później staję na najwyższym stopniu podium. W tle słuchać Mazurka Dąbrowskiego.

Jak nie sport to co? Pewnie zapasy, to oczywiście żart, pasjonują mnie ludzie i myślę że jakaś praca z młodzieżą. Nie żałuję decyzji i litrów wylanego portu, gdybym mógł jeszcze raz wybierać to z pewnością wybrałbym sport i zapasy, tylko trenowałbym jeszcze lepiej.

Dzisiaj jestem nauczycielem wychowania fizycznego w Zespole Szkół Technicznych w Chełnie Szkole oraz trenerem zapasów w MKS „Cement-Gryf” Chełm.

Plebiscyt dla sportowca to przyjemny moment. Podsumowuje całoroczną pracę, jesteś doceniany przez ludzi, którzy na ciebie głosują. Miałem zaszczyt być czterokrotnie w dziesiątce sportowców Lubelszczyzny. W 2003 po zdobyciu tytułu mistrza świata wygrałem plebiscyt w naszym województwie. Także w tym roku byłem szósty w plebiscycie Przeglądu Sportowego na najlepszych sportowców naszego kraju. Było to dla mnie ogromne przeżycie, marzyłem o udziale w takim balu. Znalazłem się wśród najlepszych sportowców kraju, obok takich sław jak Robert Korzeniowski, Otylia Jędrzejczak, Dariusz Michalczewski czy Mariusz Pudzianowski. Był to zaszczyt i wielka przyjemność. ” 

Wywiad (niepublikowany) przeprowadzony przez Macieja Powała-Niedźwieckiego w 2010 roku, w zbiorach autora.  Dostępny także w publikacji "Olimpijczycy Lubelszczyzny".

 

Biogram pochodzi w książki „Olimpijczycy Lubelszczyzny” (Lublin, 2019), autorstwa: D. Słapka, M. Powały –Niedźwieckiego,  P. Markiewicza

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej o plikach cookies znajdziecie Państwo w naszej polityce prywatności.