W wyjazdowym starciu z faworyzowanym Śląskiem Wrocław, koszykarze PGE Startu Lublin otarli się o sprawienie ogromnej sensacji, ulegając gospodarzom 91:98 dopiero po doliczonym czasie gry. Spotkanie to miało niezwykle emocjonalny przebieg jeszcze przed pierwszym gwizdkiem – lublinianie wystąpili w specjalnych koszulkach z hasłem wsparcia dla JP Tokoto, którego choroba wykluczyła z gry do końca sezonu. Mimo ogromnych problemów kadrowych, w tym błyskawicznych urazów kapitana Filipa Puta oraz rozgrywającego Connera Frankampa, podopieczni Wojciecha Kamińskiego zaprezentowali niezwykły charakter, prowadząc wyrównany bój z utytułowanym rywalem przez pełne 45 minut.
Lubelski zespół od początku narzucił gospodarzom trudne warunki, wygrywając pierwszą kwartę 25:19. Wybitne zawody rozgrywali liderzy formacji obwodowej – Liam O’Reilly oraz Jordan Wright, którzy brali na siebie ciężar gry w momentach, gdy rotacja Startu stawała się coraz węższa. Do przerwy „Czerwono-czarni” utrzymywali sześciopunktowe prowadzenie, a ich gra oparta na widowiskowych wsadach i dynamicznych kontratakach mogła imponować wrocławskiej publiczności. Choć Śląsk w drugiej połowie zintensyfikował działania obronne i zdołał na moment przejąć inicjatywę, lublinianie przed czwartą kwartą wciąż znajdowali się na minimalnym prowadzeniu, udowadniając, że są w stanie rywalizować z czołówką ligi nawet w skrajnie trudnych okolicznościach.
O losach meczu zadecydowała dramatyczna końcówka regulaminowego czasu oraz pięciominutowa dogrywka. Przy stanie 82:82 rzut Courtneya Rameya dał Startowi nadzieję na końcowy triumf, jednak w dodatkowym czasie gry zabrakło już sił i skuteczności na linii rzutów wolnych. Wrocławianie wykorzystali błędy zmęczonych gości, a efektowne akcje Jakuba Urbaniaka przypieczętowały zwycięstwo miejscowych. Mimo porażki, postawa PGE Startu Lublin we Wrocławiu zapisze się w kronikach jako przykład niezwykłej determinacji i jedności zespołu. Jako menedżer sportu odnotowuję ten występ jako dowód na wysoki potencjał mentalny drużyny, która mimo przeciwności losu i braków kadrowych, walczyła o honor lubelskiego kosza do ostatnich sekund.
Śląsk Wrocław – PGE Start Lublin 98:91 (19:25, 21:21, 21:17, 20:19, d. 16:9)