Sportowe życie Zygmunta Budzyńskiego

Dziś już niewiele jest pamiątek i wspomnień o lubelskim sporcie sprzed II Wojny Światowej, a warto pamiętać, że Lublin podobnie jak wiele innych podobnych miast, był bardzo “usportowiony”. Zawdzięczał to ludziom z pasją, a jedną z takich postaci był Zygmunt Budzyński, którego postać przypominała jedna z lubelskich gazet 10 marca 1969 r. 

W moim domowym archiwum sportowych pamiątek ten brulion przechowuję ze szczególną troskliwością. Kiedykolwiek do niego zaglądam, przypominają mi się stare dzieje: mój pierwszy kontakt ze sportem, praca społeczna, mecze z drużynami..
Brulion jest zatytułowany: “Księga główna KS Jutrzenka”. Takich, powstających żywiołowo dzielnicowych klubów w Lublinie kilka: bronowicki klub sportowy Zjawa, Wieniawianka, Kalina, Dolna Panny Marii, a przynależni do nich buli przede wszystkim ludzie promujący sport w środowiskach robotniczych, którzy sami musieli zorganizować sobie sprzęt sportowy i otrzymywali “opieki” dużych związków lub fabryk.

Sekretarzem wspomnianej Jutrzenki był właśnie Zygmunt Budzyński, który w prowadzonej przez siebie kronice pisał: “tegoroczny sezon piłkarski Jutrzenka rozpoczęła 31 marca 1935 r. meczem towarzyskim ze Zjawą. Mecz miał być rozegrany na boisku Sokoła, lecz nie doszedł do skutku, ponieważ Zjawa nie dysponowała swoim całkowitym składem. Zamiast meczu ze Zjawą, Jutrzenka rozegrała spotkanie z teamem Zjawa – Dolna Panny Marii, które zakończyło się porażką Jutrzenki 2:15 (0:7). Gra Jutrzenki na ogół była możliwa, ale w kombinowanym zespole zawodnicy grali brutalnie, a słabsi fizycznie piłkarze Jutrzenki nie chcieli narażać się na przykre kontuzje”.

Inny mecz z 14 kwietnia 1935 r. rozegrany przez Jutrzenkę z drużyną ul. 1 maja na boisku Sokoła, zakończył się wynikiem 1:8 (0:4): “gra Jutrzenki słaba. Nie potrafiono wykorzystać kilku ładnych pozycji pod bramką przeciwnika. Atak grał słabo, a szczególnie prawy łącznik. W bramce do przerwy stał Bronowski, który bronił nieszczególnie, ale usprawiedliwienie jego trzeba dodać, że obrona w składzie: Łysiakowski, Bronzberg, grała fatalnie. Po przerwie w bramce grał Zygmunt Budzyński. Trzeba dodać, że grał w bramce pierwszy raz. 

Skład drużyny KS Jutrzenki przedstawiał się wówczas następująco: Szychalewski, Łysiakowski, Puch, Bronowski, Ciechan, Wajman, Bukowski, Bronzberg, Łysiakowski, Król, Sieradz, bracia Budzyński i Szwarc.

Bohater opowieści wspominał: przygotowaliśmy materiały aby zarejestrować Jutrzenkę w OZPN. Nad nami miała wziąć patronat wytwórnia samolotów. Nic z naszych planów nie wyszło. Wszystko przekreśliła wojna..

Budzyński był również wśród tych ludzi, którzy reaktywowali lubelski sport po zawierusze wojennej. Wraz z wieloma innymi osobami pracę sportową zaczął w OM TUR “Błękitni”. Później już nasz bohater był wierny Lubliniance, która podczas jego pracy nosiła nazwy: Spójni, Ogniwa i Sparty. Pełnił m.in. funkcję prezesa klubu, a warto wspomnieć, że była to jedna z.. siedemnastu funkcji jakie piastował podczas swojego “związku” z Lublinianką. Był także inicjatorem wielkiego czynu społecznego jakim była budowa stadionu Lublinianki, którą wspominał: “mieliśmy poparcie i pełne zaangażowanie władz. Gromadząc środki finansowe na zrealizowanie tego czynu, organizowaliśmy loterię fantową. Akcja ta rozwinęła się w Lublinie i w całym województwie. Do budowy stadionu ruszyli wszyscy mieszkańcy Lublina. Wielki była wkład pracy społecznej młodzieży szkolnej. Aż coś mnie kusi, aby dziś przy tej okazji powiedzieć, że w podobny sposób Lublin powinien teraz przystąpić do budowy sztucznego lodowiska. Powinniśmy skorzystać z tamtych doświadczeń i znowu poderwać do czynu ludzi dobrej woli, których przecież w Lublinie nie brakuje. Społeczeństwo na pewno przyjedzie z pomocą i nie będzie żałować swych rąk i złotówek, abyśmy mogli mieć szybciej, niż to przewidują plany – sztuczne lodowisko”. 

Pierwsze lata funkcjonowania Lublinianki na ich własnym stadionie wspomina: “choć mieliśmy już na Wieniawie stadion, życie sportowe od razu nie potoczyło się gładko. Siedzibą klubu był ten biały domek stojący do dziś obok stadionu. Nie było jeszcze pawilonu. Pamiętam jakiś mecz piłkarski o mistrzostwo ligi rzeszowsko – lubelskiej. W Lubliniance byli wówczas: Bielak, Jurak, Wójcicki, Różyło, Skraiński. Po meczu, którego wynik chyba był dla nas niepomyślny – piłkarze nie mieli do nikogo pretensji, że brakuje ciepłej wody do mycia się, że trzeba im znosić niewygody. Tworzyli sympatyczny zespół. Nikt ich nie przepłacał bo takich żądań nie mieli. Najbardziej wspominam te chwile, gdy na Wieniawie ludzi ogarnął jakiś  szał radości, jak Lublin awansował do II ligi, a trochę później nasza drużyna miała wyśmienity mecz z Rakowem.. Jak wiadomo były też w klubie bardzo przykre chwile, ale nie chciałbym do tego wracać.. 

Źródło: Kurier Lubelski , R. 13 nr 58 ( 10 marca 1969)

Dodaj komentarz

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej o plikach cookies znajdziecie Państwo w naszej polityce prywatności.