Ireneusz Mulak

Urodził się 30 marca 1956 roku w Lublinie. Zawodnik „Startu” Lublin (1973-1981), Lecha Poznań (1983-1985), potem, w latach 1985-1988, klubów francuskich. Startował na Igrzyskach Olimpijskich w Moskwie w 1980 zajmując siódme miejsce. W drużynie narodowej (w latach 1975-1985) wystąpił aż sto dwadzieścia sześć razy i zdobył 665 punktów. W 1973 r. reprezentował Polskę na Mistrzostwach Europy juniorów do lat 16  (9 miejsce), do lat 18 w 1974 (6 miejsce). W mistrzostwach Europy seniorów brał udział w 1983 r. (10 miejsce) oraz 1985 r. (11 miejsce). Był dwukrotnym brązowym medalistą mistrzostw Polski ze „Startem” Lublin (1979, 1980). W plebiscycie „Kuriera Lubelskiego” na najpopularniejszych sportowców województwa był dziesiąty w 1976, szósty w 1977, piąty w 1978 i trzeci w 1980 roku.

Ireneusz Mulak opowiada: 

“Zacząłem grać w koszykówkę w Szkole Podstawowej nr 23 w Lublinie, ale najpierw. próbowałem, jak każdy chłopak, piłki nożnej.. Ponieważ byłem wysoki, grałem na obronie. Pan Janusz Herbin namówił mnie do koszykówki „Co tam będziesz męczył się w piłkę, chodź do kosza”. Nie bardzo wiedziałem, o co chodzi, ale zgodziłem się. Już za dwa miesiące byłem niezłym koszykarzem. Pan Janusz był kibicem „Startu”, więc zapisał mnie do tego klubu. W 1970 roku grałem w juniorach i młodzikach, a trenerem był Pan Zarzycki. W tym roku zmarł mój ojciec, nawet nie widział, jak grałem w koszykówkę. Po roku zainteresował się mną trener Zdzisław Niedziela. Będąc o dwa lata młodszy od kolegów, wystąpiłem w Spartakiadzie Młodzieży, zajęliśmy drugie miejsce. Za rok ponownie zdobyliśmy srebro.

W roku 1973 debiutowałem w II lidze i w tym samym roku wywalczyliśmy awans do I ligi. Zostałem powołany do kadry narodowej juniorów i wystąpiłem w mistrzostwach Europy kadetów. Za rok byłem już kapitanem w kadrze juniorów, na mistrzostwach Europy zajęliśmy szóste miejsce. Powołano mnie do kadry seniorów, ale ze względu na szkołę trener Niedziela nie zgodził się na mój wyjazd.. Bał się o mnie, że mogę mieć problemy, a chodziłem do Technikum Budowlanego na Al. Racławickich w Lublinie. Moim bardzo wiernym kibicem była nauczycielka języka polskiego pani profesor Anna Butrym i jej mąż. Była na wszystkich meczach „Startu” i moich. Pierwsze, co robiła po przyjściu do szkoły, to sprawdzała, czy Irek jest na lekcjach….

W roku Igrzysk Olimpijskich w Montrealu byłem już w kadrze na stałe. Graliśmy przed igrzyskami turniej eliminacyjny w Hamilton, ale niestety, nie udało nam się awansować. Przed wyjazdem do Kanady zostaliśmy zaproszeni przez wojewodę lubelskiego: ja, Tomek Wójtowicz, Lech Łasko i Danuta Jędrejek. Apelował o godne reprezentowanie kraju. W lidze szło nam bardzo dobrze. Przyjechał Kent Washington, który zmienił nie tylko koszykówkę „Startu”, ale całej Polski. Zdobyliśmy dwa brązowe medale (1979, 1980).  Lublin „oszalał” na punkcie „Startu”, koszykówki i Kenta. Kilometrowe kolejki po bilety były na porządku dziennym. Kluby, z którymi graliśmy też podwajały ceny biletów. W naszej hali zawsze był nadkomplet!

Do Moskwy pojechaliśmy, chociaż (z powodów politycznych!) nie powinniśmy i zajęliśmy siódme miejsce. Był to ostatni start polskiej męskiej koszykówki w igrzyskach. Oprócz mnie z koszykarzy Lublina, jeszcze tylko Andrzej Kasprzak (dwukrotnie) dostąpił zaszczytu gry na najważniejszej imprezie sportowej. Z ciekawostek olimpijskich, tych poza sportowych, to mogę powiedzieć, że podałem rękę towarzyszowi Gierkowi. Głośnym echem odbił się „gest Kozakiewicza”, ale bardzo szybko go zdjęli z telewizji. Były to specyficzne Igrzyska, nie takie jak później. Jak przychodzili sportowcy ze Związku Socjalistycznych republik Radzieckich, to natychmiast znikały wszystkie owoce ze stołówki, bo ci zanosili je swoim rodzinom. W „normalnych” Igrzyskach nie dane było mi startować…

Po Igrzyskach w Moskwie w „Starcie” zaczęło się psuć. Trener Niedziela wyjechał do Australii, odeszło kilku podstawowych zawodników, spadliśmy do II ligi. Jako reprezentant Polski musiałem grać w I lidze. Namawiano mnie do różnych klubów. Mój serdeczny kolega, jeden z najlepszych polskich koszykarzy tamtych lat, z którym graliśmy w kadrze od kadeta  Eugeniusz Kijewski, namówił mnie do „Lecha” Poznań ”Mamy fajny zespół, spróbujemy coś zdobyć, przyjdź do nas”. Gienek mnie namówił i tak zostałem koszykarzem Lecha. Zdobyłem z tym klubem dwa tytuły mistrza Polski, dwa wicemistrza. Graliśmy w europejskich pucharach. Karierę kończyłem po trzech latach gry we Francji. 

Jestem bardzo wdzięczny Panu Januszowi Herbinowi, że namówił mnie na koszykówkę. W piłkę, jako „wymiatacz” za wiele z pewnością bym nie zdziałał. Koszykówka była wspaniałą przygodą. Pewnie, że warto było, kolejne dwadzieścia tysięcy razy zrobiłbym to samo!  Moimi najwierniejszymi kibicami była moja mama i żona Teresa oraz wspomniana nauczycielka, Pani Anna Butrym.”

 

Rozmowę przeprowadzono 22 lutego 2018 r. i znajduje się w zbiorach autorów książki "Lubelscy Olimpijczycy".

 

Biogram pochodzi w książki „Lubelscy Olimpijczycy” (Lublin, 2018), autorstwa: D. Slapka, M. Powały – Niedźwieckiego, P. Markiewicza

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej o plikach cookies znajdziecie Państwo w naszej polityce prywatności.