Koszykarze PGE Startu Lublin udowodnili, że ubiegłotygodniowe zwycięstwo nad Arką Gdynia nie było dziełem przypadku, lecz sygnałem powrotu do wysokiej dyspozycji. W starciu z faworyzowanym Kingiem Szczecin, podopieczni trenera Wojciecha Kamińskiego sprawili kolejną niespodziankę, pokonując wicemistrzów Polski 83:74. To niezwykle istotne zwycięstwo pozwala nam z nadzieją patrzeć na proces odbudowy pozycji zespołu w ligowej hierarchii.
Spotkanie rozpoczęło się od obiecujących ataków Liama O’Reilly’ego i Jeana-Pierre’a Tokoto, jednak to goście ze Szczecina lepiej zamknęli pierwszą kwartę, budując ośmiopunktową przewagę. Ambitna postawa lublinian w drugiej odsłonie pozwoliła na zniwelowanie strat i nawiązanie wyrównanej walki, co poskutkowało niemal remisowym wynikiem do przerwy (39:40). Prawdziwa próba charakteru nastąpiła jednak w drugiej połowie, gdy po emocjonującej trzeciej kwarcie na tablicy wyników widniał remis 57:57.
O losach tej konfrontacji zadecydowała fenomenalna postawa „Czerwono-Czarnych” w ostatnich dziesięciu minutach. Mimo szybkiego wyczerpania limitu fauli, co wywołało sporo nerwowości na trybunach Hali Globus, lubelscy gracze zachowali zimną głowę. Kluczowe okazały się akcje Connera Frankampa oraz popisowa „trójka” Liama O’Reilly’ego na dwie minuty przed syreną, która odebrała rywalom chęć do walki. Dzieła dopełnił Quincy Ford, pieczętując triumf efektownym rzutem z dystansu.
Zwycięstwo nad Kingiem Szczecin to potężny zastrzyk optymizmu dla całej społeczności skupionej wokół Fundacji im. Tomasza Wójtowicza. Wierzymy, że ten impuls pozwoli Startowi na stałe zagościć w górnych rejonach tabeli Orlen Basket Ligi.
PGE Start Lublin – King Szczecin 83:74 (16:24, 23:16, 18:17, 26:17)
Skład PGE Start Lublin: Liam O’Reilly, Jean-Pierre Tokoto, Conner Frankamp, Jordan Wright, Quincy Ford oraz pozostali zawodnicy pod wodzą trenera Wojciecha Kamińskiego.